|
Po proteście obsługi technicznej szpitala wojewódzkiego przy al. Kraśnickiej przyszła kolej na rozmowy. Związkowcy spotkali się z władzami województwa, ale te niewiele mogą zrobić. Tymczasem szpital rozpoczyna negocjacje z bankami w sprawie 30 mln zł kredytu.
W poniedziałek ok. 200 spośród pół tysiąca pracowników technicznych szpitala wzięło urlopy na żądanie i nie przyszło do pracy. Co prawda nie sparaliżowało to pracy placówki, jednak dało dyrekcji do myślenia. Protestujący domagają się podwyżek od 300 do 400 zł. Dyrekcja proponuje 15-proc. wzrost płac, ale dla związkowców to za mało. Wczoraj przedstawiciele pracowników technicznych spotkali się z Arkadiuszem Bratkowskim, członkiem zarządu województwa, odpowiedzialnym za służbę zdrowia. Mimo że ze spotkania wszyscy wyszli zadowoleni, to konkretów nie ma. - Wysłuchałem pracowników. 8 maja będą rozmawiać z dyrekcją szpitala, a dzień później znowu ze mną. Samorząd niewiele może zrobić. Nie może przekazać szpitalowi pieniędzy. Dyrekcja jest ograniczona własnym budżetem i środkami z kontraktów z NFZ - mówi Bratkowski. Zbigniew Abramczyk, przewodniczący Związku Pracowników Obsługi Szpitala, jest tego świadomy, ale pokłada nadzieję w kolejnych spotkaniach z dyrekcją. Tymczasem szpital przy ul. Kraśnickiej przygotowuje się do zaciągnięcia potężnego kredytu w banku komercyjnym. Chodzi o 30 mln zł. Jego poręczycielem ma być zarząd województwa. Na spłatę placówka miałaby 30 lat. Jeszcze w marcu dyrekcja ogłosiła przetarg, ale żaden bank się nie zainteresował. Po nieudanym pierwszym podejściu szpital przystąpił do negocjacji z bankami. Jest kilka chętnych. W przyszłym tygodniu banki poznają oczekiwania szpitala. Jeszcze w maju ma być wybrany zwycięzca. Ale na faktyczne uruchomienie kredytu będzie trzeba poczekać prawdopodobnie do czerwca. Pieniądze mają pójść na spłatę 20-milionowego długu i pensje personelu.  |