|
Przy wyborze jednostek, które będą nas leczyć w tym roku, promowane były te, które robiły to do tej pory. - Nie blokujemy nowych placówek - twierdzi jednak Edyta Grabowska-Woźniak, rzecznik Narodowego Funduszu Zdrowia.
Chodzi o tzw. zasadę ciągłości świadczeń. W konkursach, które organizował NFZ, ci, którzy w poprzednim roku leczyli na danym terenie, dostawali dodatkowe punkty. - To jest wbrew wszelkim zasadom wolnej konkurencji. Powinno się oceniać jedynie kwestie merytoryczne, jak sprzęt czy personel - uważa Martyna Barycka, dyrektor firmy Falck Medycyna. Od lat przedsiębiorstwo prowadzi w całej Polsce niepubliczne stacje pogotowia. W 2008 roku chciało ratować pacjentów z powiatu biłgorajskiego, ale przegrało w konkursie z publicznym pogotowiem z Zamościa. - Odwołaliśmy się od tej decyzji NFZ, ale na razie nic z tego odwołania nie wynika. Nie wiem, czy decydująca okazała się cena, czy też przegraliśmy dlatego, że bylibyśmy nową firmą na Lubelszczyźnie - zastanawia się dyrektor Barycka. Zmianę sposobu oceny krytykują również lubelscy stomatolodzy, z którymi w tym roku NFZ nie podpisał kontraktu, bo uznał, że inne oferty są lepsze. - To dla nas koniec. Kiedy wystartujemy w następnym konkursie, to nawet jeżeli będziemy mieli lepsze warunki, przegramy z gabinetami, które umowę na 2008 rok podpisały - mówi właściciel jednej z lubelskich przychodni stomatologicznych. Edyta Grabowska-Woźniak z centrali NFZ uważa, że zarzuty o niszczenie konkurencji są bezpodstawne. - Firmy, które już funkcjonują na rynku, podlegają kontroli funduszu. Jeżeli wykryjemy jakieś nieprawidłowości, oznaczają one ujemne punkty w następnym konkursie. Nowy podmiot ujemnych punktów nie dostanie, bo nigdy nie był kontrolowany - tłumaczy. Dodaje, że ciągłość świadczeń służy pacjentom. - Naszym najważniejszym zadaniem jest zabezpieczyć ludziom dostęp do usług medycznych. Wyobraźmy sobie sytuację, że pojawia się nowa firma, która po trzech miesiącach rezygnuje z kontraktu, bo jej się to nie opłaca. Co wtedy z pacjentami? - pyta. Firma Falck Medycyna zamierza przedstawić swoje wątpliwości w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Co do sprawy biłgorajskiej, to nie poddajemy się. Jeżeli będzie trzeba, pójdziemy do sądu - zapowiada Martyna Barycka.  |