|
Kolejni lekarze chcą odejść z DSK |
|
|
03.01.2008. |
|
Dziecięcemu Szpitalowi Klinicznemu w Lublinie grozi paraliż. 14 lekarzy z kliniki hematologii i onkologii już złożyło wypowiedzenie, teraz chcą to zrobić kolejni medycy.
- Koledzy z hematologii mieli już dość niskich pensji i złożyli wypowiedzenia. Ich śladem chcą pójść następni - mówi Jacek Rudnik przewodniczący zakładowego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w DSK. Nie chce podać z jakich klinik mieliby odejść medycy. - Na razie nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji - tłumaczy. Lubelski szpital to jedyna w regionie placówka robiąca wysokospecjalistyczne zabiegi pediatryczne. Do kliniki hematologii i onkologii dziecięcej, również jedynej w regionie, przyjeżdżają mali pacjenci z całej Polski. Lekarze zatrudnieni w niej 31 grudnia złożyli wypowiedzenia. Jeżeli ich nie wycofają to z ostatnim dniem marca klinika przestanie istnieć. Niewykluczone, że ten sam los spotka kolejne kliniki, bo dyrekcja szpitala ciągle nie może dojść do porozumienia z lekarzami w sprawie czasu pracy. Od stycznia prawo pozwala pracować im jedynie 48 godzin tygodniowo. To nie wystarczy, żeby zabezpieczyć pracę klinik, a w zamian za zgodę na dłużą pracę lekarze żądają podwyżek - minimalna pensja specjalisty miałaby sięgać potrójnej średniej krajowej. Dyrekcja tłumaczy, że nie ma na to pieniędzy. - Sytuacja szpitala jest katastrofalna. Ubiegły rok zakończyliśmy z 10 mln zł stratą. Nie płacimy faktur za leki, a przyszłoroczny kontrakt jest bardzo zły. Miesięcznie nasz dług będzie się pogłębiał o pół miliona zł - twierdzi Jerzy Szarecki, dyrektor placówki.  |