|
Konkurencja medyczna na Lubelszczyźnie. Prywatne pogotowie chce od przyszłego roku ratować ludzi w Biłgoraju. Pracownicy publicznego protestują i proszą samorządowców o pomoc.
W tym roku w powiecie biłgorajskim jeżdżą karetki filii pogotowia ratunkowego w Zamościu. Nie wiadomo, czy Narodowy Fundusz Zdrowia podpisze z nimi kontrakt na 2008 r., bo do Biłgoraja chcą wejść niepubliczni ratownicy z firmy Falck Medycyna. - Mamy świetny personel oraz bardzo dobry sprzęt. Od lat ratujemy ludzi w kilkunastu miejscach w Polsce. NFZ nie ma do nas żadnych zastrzeżeń - informuje Martyna Barycka, dyrektor regionalna Falck Medycyna. Firma pochodzi z Danii, gdzie działa od ponad stu lat. - Na wejściu niepublicznej spółki stracą pacjenci. Celem firmy jest przede wszystkim zarabianie pieniędzy. My wszystkie pieniądze inwestujemy w sprzęt oraz premie dla pracowników - denerwuje się Marian Garbacz, kierownik biłograjskiej filii pogotowia z Zamościa. I dodaje: - Chcą nas zniszczyć. Teraz zaproponują bardzo niską cenę, żeby fundusz podpisał z nimi kontrakt. A za rok, kiedy nas już nie będzie, zażądają znacznie więcej i odrobią straty. W jego jednostce pracuje 86 osób. Każda podpisała się w piśmie do władz województwa. Proszą w nim o pomoc i niedopuszczenie do likwidacji publicznego pogotowia. Zarząd województwa przejął się sprawą - to właśnie marszałkowi podlega spółka. - Rozmawiałem już z dyrektorem lubelskiego NFZ, kontaktowałem się też z urzędnikami wojewody. Wpływać na to, kto dostanie kontrakt, oczywiście nie mogę, ale zależy mi, żeby podczas wyboru wzięto pod uwagę plusy publicznej jednostki. Przede wszystkim w karetkach zamojskiego pogotowia, także tych biłgorajskich, jest system telemedyczny, który pozwala na przesyłanie danych pacjenta z podejrzeniem zawału serca do szpitala w Zamościu. Tam kardiolog decyduje, co dalej z chorym. Druga sprawa, to lepsza znajomość topografii terenu, ważna, by jak najszybciej dojechać na miejsce wypadku. Skąd kierowcy Falck Medycyna będą znać okolice Biłgoraja? - pyta Andrzej Olborski, wicemarszałek województwa. - Mam pięciu pracowników z terenu Biłgoraja, trzech z Zamościa, którzy kiedyś pracowali w publicznym pogotowiu. Widocznie płacimy lepiej, bo już kilka lat temu zdecydowali się do nas przejść. Co do osób aktualnie zatrudnionych w Biłgoraju, to przyjmiemy wszystkich, którzy wyrażą taką chęć. Oczywiście, o ile będą mieli wymagane kwalifikacje. Poza tym mamy w ambulansach system GPS, który znacznie ułatwia lokalizację wypadku. System przesyłania danych telemedycznych też mamy - zapewnia Martyna Barycka. I dodaje: - W konkursie, który ogłosił Narodowy Fundusz Zdrowia, ma prawo startować każdy. Fundusz wybierze lepszego, a nie tańszego. Cena to tylko jeden z ocenianych elementów. Liczy się też jakość sprzętu oraz kadry. W tej kwestii nie mamy żadnych powodów do obaw. Konkurencji boją się za to publiczne stacje pogotowia. Czy lubelski oddział NFZ weźmie pod uwagę sugestie marszałka Olborskiego? - Wygra oferta lepsza - odpowiada jedynie Marek Wójtowicz, dyrektor funduszu w Lublinie.  |